Najlepszy. Zdecydowanie najlepszy z tych wszystkich. 22-zgon. Zawsze spoko. Ale dzięki Kamili był ogar. No i spełnienie życzenia. Żeby przyjechał po mnie mój książę. I przyjechał :)) przed 12 pojechaliśmy szybko do tworogu. WIXA przednia. Około 50 osób. Nikogo nie znałam. Wszyscy najebani. Coś niemożliwego. Było tyle wódki, że było jej więcej niż popity co zakończyło się popijaniem mlekiem (y) SPOKO. Ale to że cały czas byłam z nim. Opiekował się mną. Przedstawiał wszystkim. I tak strasznie się cieszylismy, że jesteśmy razem. Tańce, picie, przytulanki, buziaki. I tak w kółko. Poszliśmy spać o 6. Oczywiście w każdym pokoju ruchanie więc nie było gdzie spać. Spanie na podłodze na koldrze wydawało się spoko. Zagraniczny rap na maksa, ja i on, ciarki i cholerne poczucie bezpieczeństwa. W tym momencie świat się nie liczył. Dom wyglądał (a raczej nie wyglądał) jak chlew. Rozlany barszcz, zgony na kanapie, pełno butelek po wódce, piwie, winach itd.. Potem szybki prysznic u niego, kawa, muzyczka. I tak o to znalazłam się zmasakrowana sylwestrem i 2godzinnym snem w mym łóżku, glodna, tęskniąca, szczęśliwa, zakochana i kurewsko nie wyspana. xoxo zuz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Chętnie przeczytam co sądzisz :)